Artykuł sponsorowany
Kiedy udział w projekcie wiatrowym ma sens dla inwestora prywatnego i przedsiębiorcy

Wzrost cen energii i postępująca transformacja energetyczna kierują uwagę inwestorów w stronę odnawialnych źródeł energii. Inwestor prywatny, rozważając udział w projekcie elektrowni wiatrowej, zwykle oczekuje prognozowanej stopy zwrotu na poziomie 10–12% rocznie. Jest to jednak propozycja długoterminowa. Horyzont takiej inwestycji wynosi zazwyczaj 15–25 lat, co wynika z okresu eksploatacji turbin i ważności koncesji na produkcję energii. Należy również pamiętać, że płynność zaangażowanego kapitału jest niska, a wcześniejsze wyjście z projektu może wiązać się ze znacznymi ograniczeniami.
Czynniki kształtujące opłacalność inwestycji wiatrowych
Opłacalność projektu wiatrowego zależy od kilku kluczowych elementów, które każdy inwestor powinien przeanalizować. Struktura finansowa jest jednym z nich – obejmuje nie tylko wkład własny, ale często także finansowanie dłużne i ewentualne dotacje. Koszty samej budowy farmy lądowej to znacząca bariera wejścia, wynosząca od 4 do 7 mln zł za 1 MW mocy zainstalowanej. Do tego dochodzą stałe koszty operacyjne. Roczne wydatki na utrzymanie i eksploatację (O&M), obejmujące serwis, ubezpieczenie i opłaty za dzierżawę gruntu, szacuje się na 2–3% wartości początkowej inwestycji.
Model uczestnictwa również ma znaczenie. Inwestorzy indywidualni i przedsiębiorcy najczęściej nabywają udziały w spółkach celowych (SPV), powołanych do realizacji konkretnego projektu. Coraz popularniejsze stają się też platformy crowdfundingowe, które obniżają próg wejścia.
Nawet najlepiej zaplanowany projekt jest narażony na ryzyka. Najważniejsze z nich to zmiany regulacyjne, czego przykładem była tzw. zasada 10H, ograniczająca lokalizację turbin. Istotne są też potencjalne opóźnienia w uzyskiwaniu pozwoleń środowiskowych czy budowlanych. Kluczowe dla przychodów są również wahania cen energii na rynku hurtowym oraz zmienność warunków wiatrowych w danej lokalizacji.
Ryzyka i dopasowanie projektu do portfela
Analizując, czy warto inwestować w elektrownie wiatrowe, inwestor musi zestawić potencjalny zysk z poziomem ryzyka. Szacuje się, że czas zwrotu z inwestycji wynosi od 8 do 14 lat, przy czym jest on silnie uzależniony od warunków wiatrowych i cen sprzedaży energii. Długi horyzont zamrożenia kapitału wymaga od inwestora dużej tolerancji na niską płynność. W odróżnieniu od akcji czy obligacji, udziałów w farmie wiatrowej nie można szybko sprzedać na giełdzie.
Mimo to, udział w projekcie OZE może być uzasadniony jako element dywersyfikacji. Wprowadza on do portfela aktywa niefinansowe, których wartość jest w mniejszym stopniu skorelowana z koniunkturą na rynkach kapitałowych. Jest to sposób na zabezpieczenie części majątku przed inflacją i włączenie się w globalny trend transformacji energetycznej.
Na polskim rynku wciąż dominują projekty lądowe, chociaż ich rozwój był przez lata hamowany przez regulacje. Jednocześnie rośnie zainteresowanie energetyką morską, co odzwierciedlają plany budowy 11 GW mocy offshore do 2040 roku. Pierwsze morskie farmy wiatrowe mają rozpocząć produkcję w latach 2026–2028. Koszty ich budowy są jednak znacznie wyższe i sięgają około 25 mln zł za MW, co czyni je domeną dużych konsorcjów energetycznych. W tym kontekście podmioty takie jak Pracownia Finansowa koncentrują się na oferowaniu inwestorom indywidualnym udziału w starannie wyselekcjonowanych projektach lądowych z wymaganymi pozwoleniami i koncesjami.
Inwestycja w farmę wiatrową ma więc sens dla osoby, która świadomie podchodzi do długoterminowego lokowania kapitału i rozumie specyfikę tego rynku. Jest to propozycja dla inwestorów cierpliwych, którzy dążą do strategicznej dywersyfikacji portfela o aktywa niefinansowe i chcą uczestniczyć w transformacji energetycznej. Jeżeli jednak priorytetem jest wysoka płynność i możliwość szybkiego wyjścia z inwestycji, lepszym rozwiązaniem mogą okazać się tradycyjne instrumenty rynków kapitałowych.



